Przejeżdżająca karoca

Przejeżdżająca karoca

W szeregu mieszkań przy ulicy Wodnej, w Kościanie przed laty dawał się słyszeć donośny turkot przejeżdżającej, karocy. Przejazd odbywał się przez kilkanaście nocy pod rząd punktualnie o godzinie dwunastej.

Mieszkańcy ostatecznie przywykli do tego powozowego rumoru i mogli już bez patrzenia na zegary dokładnie orientować się:, kiedy następowała północ. Odgłos wskazywał jeszcze, że karoca przelatywała w szalonym pędzie; z iście jaśniepańskim szykiem. Kilku młodych łudzi z tychże mieszkań postanowiło stwierdzić, kim jest ten asan popisujący się nocą brawurową jazdą. W tym celu zawczasu wyszli. czatować na chodnik ulicy, Zapalili papierosy i wdali się w rozmowę, aby skrócić sobie czas oczekiwania. Zrazu; stali, potem porozsiadali się, oparłszy się plecami o ścianę domostwa;, słusznie przekonani, że siedzenie nie może przecież ujemnie wpłynąć na tok czatowania. Aliści, kiedy w ich pokojach zegary wskazały za pięć minut, dwunastą, tematy rozmowy się wyczerpały, a papierosy wypaliły i całe gremium pikietujących pogrążyło się w głęboki sen. Ludzie w mieszkaniach przebywający, jak zawsze, punktualnie o dwunastej słyszeli grzmot obręczy kół: po kamieniach jezdni, tymczasem pikietujący na trotuarze nie zobaczyli, ani też nic nie usłyszeli.


(autor opowiadania - Jan Samelczak)